TravelHoliday.pl

Wyprawa do Francji na Lazurowe Wybrzeże

Wycieczka do Francji

Sporo miłych niespodzianek przynosi spacer po nicejskich uliczkach pełnych restauracji i gwarnych kafejek. Zaskakują piękne, misternie odnowione fasady, fontanny na Placu Espace Masséna i Pałac Królów Sardyńskich.

Od Nicei zawsze zaczynam moje pobyty na Lazurowym Wybrzeżu, a od wzgórza zamkowego - wizytę w Nicei. Pod nogami mam wówczas Quai des Etats Unis przechodzącą w słynną Promenade des Anglais ciągnącą się wzdłuż morza aż do ujścia rzeki Var i lotniska.

Dalej od morza pejzaż zdominowany jest przez rzędy kamienic. Mozaika dachów ciągnęłaby się w nieskończoność, gdyby nie góry otaczające miasto od północy. Jednak wille i tak wciskają się grupami w każdą dolinę, a pojedyncze zaczynają się pojawiać nawet na stromych wzniesieniach. Druga strona wzgórza zamkowego otwiera widok na port, skąd odpływają statki i promy na Korsykę i do Włoch.

W Nicei w zasadzie tylko emeryci i turyści spacerują wolno Promenade des Anglais, reszta ciągle gdzieś pędzi - na rowerach, rolkach czy hulajnogach. Normalnym widokiem jest młoda matka, która jadąc na rolkach, pcha przed sobą wózek z pociechą.

Sporo miłych niespodzianek przynosi spacer po nicejskich uliczkach pełnych restauracji i gwarnych kafejek. Zaskakują piękne, misternie odnowione fasady, fontanny na Placu Espace Masséna i Pałac Królów Sardyńskich, obecnie siedziba Prefektury, miejsce podpisania znanych traktatów nicejskich z 2001 roku dotyczący przygotowań do rozszerzenia Unii Europejskiej. Jeszcze dalej od morza odnajduję trzy niesamowite muzea: Matisse'a, Marca Chagalla i sztuk pięknych im. Jules Chéret. Dni, tygodnie i miesiące mógłbym poświęcić na odkrywanie Nicei, w planach mam jednak podróż na wschód, w stronę granicy włoskiej i Monte Carlo, czyli Księstwa Monako.

Już drugi raz przejeżdżam drogą nad Monako i nie mogę znaleźć miejsca do parkowania. Obawiam się, że zabawa odbędzie się po raz trzeci. Sznur samochodów w obydwu kierunkach porusza się niewiele ponad 20 kilometrów na godzinę. Wreszcie jest, mała plamka pustego asfaltu przecięta białymi liniami zaczynającego się skrzyżowania. Szybka decyzja, manewr i jestem. Nie wierząc jeszcze swojemu szczęściu, rozglądam się, czy zachowałem wystarczający odstęp od przejścia dla pieszych. W Nicei niewłaściwe parkowanie kosztowało mnie 35 euro.


Monako

Nareszcie mogę spokojnie przyjrzeć się księstwu. Z wysokości kilkuset metrów to miejsce jest niepodobne do żadnego innego. Skały wydają się stromo opadać na gęstwinę wieżowców i pchać je wprost do morza. Monako jest skrawkiem lądu o powierzchni zaledwie 2 km kw., z czego prawie jedna czwarta to ziemia wydarta morzu. Mimo tych niedogodności ciągle się rozwija, choć rajem, nie tylko podatkowym, było już dużo wcześniej. Z góry widać Pałac Książęcy, słynne kasyno, porty oraz lądowiska dla helikopterów. Jest nawet wielki stadion sportowy z zabezpieczeniami antysejsmicznymi.

Budowle skrywają dziesiątki muzeów, z oceanograficznym na czele. Wolnej przestrzeni nie ma od co najmniej kilkudziesięciu lat, ale pomysłów na jej zdobycie nie brakuje. Od 1960 do 1980 roku zbudowano wysokościowce, z których kilkanaście ma ponad 30 pięter. Później miejsca szukano na morzu i pod ziemią. Podziemne Monako to dworce (10 m pod powierzchnią morza), parkingi, a nawet ulice ze skrzyżowaniami oraz dziesiątki ruchomych schodów i wind. W morze wchodzi ekskluzywne osiedle Fontvieille wraz z ogrodami i kompleks centrum kongresowego Monte Carlo. Nowe fragmenty ziemi są wydzierane wodzie z wielkim trudem, mimo to wciąż poszerzane są porty i przybywa obiektów sportowych.

Z góry widać, że w mieście jest sporo zieleni - na dachach, pomiędzy domami, na wzgórzach, nad samym brzegiem morza i w bajecznym, zawieszonym na skale ogrodzie botanicznym. Całe to bogactwo wciśnięte jest między stromo opadające Alpy Nadmorskie a wielki błękit Morza Śródziemnego.

Nasyciwszy się jedną z najbardziej spektakularnych panoram w Europie, zjeżdżam w stronę brzegu. Po drodze mijam wille, które podziwiałem z góry. Każda ma basen, taras i ogródek lub przynajmniej trawnik. Z samochodu niewiele jednak można zobaczyć przez wysokie płoty. Na ulicach nie widać pośpiechu i nerwowości. Parkować można tylko na specjalnie oznakowanych parkingach, chyba że ma się tablicę rejestracyjną z Monte Carlo lub okolic. Na szczęście miejsce na wielopoziomowym parkingu znajduję bez kłopotów. Państewko jest nieduże, więc można wszystko zwiedzić na piechotę.


Monte Carlo

Monako jest księstwem założonym przez ród Grimaldich na przełomie XIII i XIV wieku. Gdy w XIX wieku borykało się z kłopotami finansowymi, książę zdecydował się na budowę domu gry. Wkrótce zbudowane w 1856 roku kasyno zaczęło przynosić takie zyski, że zniesiono obowiązek płacenia podatków przez mieszkańców. Powstanie kasyna było momentem przełomowym dla historii Monako. Nadal też pozostaje ono nieoficjalnym symbolem miasta, dlatego do kasyna kieruję kroki. Tu można stracić głowę i fortunę.

To nie jest miejsce dla tych, którzy chcieliby obstawiać po kilka euro. Wśród monakijskich muzeów największą sławą cieszy się oceanarium. Założył je w 1910 roku książę Albert I po blisko 25 latach tworzenia prywatnej kolekcji. Zbiory, jedne z największych na świecie, są na tyle ciekawe, że można stracić godziny na ich oglądaniu. Na kilku piętrach prezentowane są eksponaty z wypraw do najdalszych i najgłębszych zakątków oceanów. W centralnej sali staję oko w oko

z rekinami umieszczonymi w akwarium o pojemności 400 m sześc., a nieopodal oglądam multimedialną relację na żywo z głębin Morza Śródziemnego - największego, oprócz spiętrzonych Alp, bogactwa regionu. Stała temperatura wód w morzu (13°C od 200 m do największych głębin) ma ogromny wpływ na klimat. Zimą ta wielka masa wody ogrzewa wybrzeże. Wspomagana przez słońce rzadko przesłonięte chmurami i osłonięta górami od chłodnych mas z północy sprawia, że temperatury bliskie zera to prawdziwy wyjątek. Latem morska bryza łagodzi upały.

Następny dzień zaczynam od wizyty w ogrodzie botanicznym - miejscu z bajecznym widokiem na okolicę i niedającym się opisać bogactwem roślin. Jest on zawieszony na skalnej półce nad portem jachtowym, naprzeciw Pałacu Książęcego.

Po objedzie składającym się z frutti di mare zanurzam się w zbiorach unikalnego muzeum filatelistyki. Nie mogąc oprzeć się urokowi znaczków, wysyłam kilka kartek do znajomych. Jeszcze mam dość czasu, aby zajrzeć do leżącego obok muzeum starych samochodów z kolekcją aut księcia Karola III i salą poświęconą Formule I. Na kolejny dzień zaplanowałem spacer po parku w Fontvieille, wycieczkę statkiem z przeszklonym dnem, wieczorną wizytę w sklepach Monte Carlo i wyprawę do Menton. Dzisiejszy kończę na meczu AS Monaco.

Menton to najbardziej włoskie z francuskich miast i chyba najmniej znana z pereł Lazurowego Wybrzeża. Nie lubi rozgłosu, chce być ciche, spokojne i stanowić oazę dla trochę starszych turystów. Miasteczko jest jeszcze cieplejsze, bardziej słoneczne i kolorowe niż pozostałe części wybrzeża. Tę wielobarwność stwarzają zarówno budynki, jak i roślinność. Eksplozja kolorów widoczna jest zwłaszcza podczas corocznego Święta Cytryn.


Menton, Francja

W Menton te owoce królują nie tylko podczas tego święta - owocują cały rok i są oficjalnym symbolem miasta. Można więc kupić cytrynowe mydełka, zapachy do wnętrz w kształcie cytryn oraz wodę cytrynową jako pachnidło i do picia. Są jeszcze obrusy i ręczniki z motywami cytryn. W knajpkach także odnajdziemy mnóstwo cytrynowych motywów. Restauracje serwują lody cytrynowe i naleśniki z cytrynami, a konfitury cytrynowe dodawane są prawie do wszystkiego. Menu może się wydać mało urozmaicone, jednak tutejsza pizza, na szczęście bez cytryn, nie ma sobie równej.

Pomiędzy Niceą a Menton biegną niemal równolegle, jedna nad drugą, cztery szosy, z czego trzy z nich to drogi widokowe. Najniższa (Corniche Inférieure) prowadzi samym brzegiem morza i prześlizguje się przez modne kurorty. Z niej wszystkie miejsca są na wyciągnięcie ręki - w sezonie jest głośna i pełna aut. Środkowa (Moyenne Corniche) ukazuje przestrzeń i perspektywę pomiędzy górami i morzem, plażą a niebem. Najwyżej położona (Grande Corniche) oferuje spektakularne widoki z wysokości od 300 do 500 metrów. Umożliwia podziwianie niekończącego się morza, malutkich miejscowości położonych daleko w dole i opadających stromo górskich stoków. Jeszcze wyżej przebiega autostrada łącząca Francję z Włochami, ale z niej widać bardzo niewiele.

Lubię wolniutko jechać środkową drogą i zaglądać do ściśniętych na półkach skalnych miasteczek. Podobają mi się zwłaszcza Roquebrune i Eze. W sezonie pełno tam turystów i mogą być trudności z poruszaniem się. Za to w innych miesiącach niemal w samotności można podziwiać średniowieczne domy. Zachwyca błękit morza ucięty nagle linią plaż i strome góry porośnięte bujną zielenią. Brzeg morza i każde wolne miejsce na skałach zajęły budynki z pomarańczowoczerwonymi dachówkami. Piękna kompozycja - kontrast, ale jednocześnie łagodna harmonia kolorów. Takie widoki mogę podziwiać godzinami, zwłaszcza w Roquebrune z zamku i w Eze z ogrodu botanicznego. Tych pejzaży, a także gór Monako i wzgórza zamkowego Nicei nigdy nie zapomnę.

Fotografie pochodzą z serwisu flickr.com na licencji Creative Commons
Śródtytuły pochodzą z serwisu: TravelHoliday.pl
Portal Turystyczny TravelHoliday.pl


Wakacje last minute i tanie wakacje

Dodaj komentarz

Portal turystyczny TravelHoliday.pl sp. z o.o. nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii i wypowiedzi.
Korzystanie z Portalu Turystycznego TravelHoliday.pl i serwisu travel7.pl jest równoznaczne z akceptacją regulaminu.

Share to Facebook Share to Twitter Share to Linkedin Share to Myspace 

Reklama

Newsletter

Chcesz być informowany o nowościach na stronie?



Zabrania się kopiowania i rozpowszechniania treści zawartych w serwisie TravelHoliday.pl
TravelHoliday.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści przesłane do portalu w celu publikacji w serwisie.
Informujemy, że stosujemy pliki cookies (tzw. ciasteczka). Szczegóły dotyczące prowadzonej polityki wykorzystywania plików cookies znajdują się w naszej Polityce Prywatności.