TravelHoliday.pl

Wycieczka do Szwajcarii - chłodne przyjęcie na lodowcu

Wycieczka do Szwajcarii

W lodowcu odnajdujemy niewielką komnatę, w której możemy się sfotografować z białym misiem (za misia jest przebrany facet słusznego wzrostu) lub też podtrzymać turystyczną tradycję i pogłębić odbicia dłoni znajdujące się w kilkunastu miejscach na ścianach. Trzymając ręce na lodzie ma się wrażenie, że zaraz z zimna odpadną. Ślady pogłębiły się o niezauważalną część milimetra - czyli wcale.

Sama Szwajcaria gwarantuje niezwykłe przygody jakich gdzie indziej nie przeżyjemy. Kraj to przedziwny, w którym wszystko wydaje się tykać z regularnością, a jakże - najprawdziwszego szwajcarskiego zegarka.

Ale po kolei: zaopatrzeni w solidną porcję gotówki ruszamy. Solidną porcję franków szwajcarskich jednak niełatwo u nas zgromadzić. W mniejszych miastach może ich w ogóle nie być, a w kasie (dużego banku w mieście wojewódzkim) usłyszeliśmy że nie ma franków ponieważ do Szwajcarii nikt nie jeździ. Podróż samochodem na trasie Polska - Szwajcaria w zależności od obranej trasy trwa około 12 godzin. Na granicy wykupujemy nalepkę na szybę uprawniającą nas do poruszania się po autostradach.
Z Bazylei lub Zurychu kierujemy się do Lucerny, a stamtąd do niewielkiego miasteczka Alpnachstad. Tu zostawiamy naszego stalowego rumaka i udajemy się do stacji kolejki zębatej. Ale - cóż to za kolejka! Właśnie patrzymy na najbardziej stromą kolejkę zębatą na świecie. Miejscami pokonuje ona nachylenie sięgające 48%!

Wykupujemy bilet (w obie strony jedyne 57CHF) i zajmujemy miejsca przy oknach. Wagonik powoli rusza i z charakterystycznym hurgotem wspina się na zbocze. Nazwę góry - Pilatus nadano na cześć Poncjusza Piłata, który co roku w Wielki Piątek wynurza się z wód Jeziora Czterech Kantonów i wchodzi na szczyt góry. Lepiej wówczas nie spotkać go na swojej drodze, bowiem w przeciwnym razie czeka cię niechybna śmierć.


Pilatus, Szwajcaria

Z okien kolejki roztaczają się piękne widoki na stoki pokryte kwitnącymi azaliami i skaliste ściany, które raz po raz zamykają nas jak w wąwozie. Co jakiś czas pomiędzy drzewami widać zamgloną taflę jeziora. Co chwilę trzeba przełykać ślinę, bo głuchniemy i trochę bolą nas uszy. Nic dziwnego wagonik pokonuje prawie 1700 metrową różnicę wzniesień!

Co jakiś czas wjeżdżamy do tunelu, którego ściany jawią się nam jako czarne ociekające wilgocią skalne groty. Wreszcie dojeżdżamy do górnej stacji kolejki. Szczyt Pilatusa jest dobrze widoczny, ale niestety poniżej stacji przetaczają się gęste zwały chmur i w sumie niewiele widać.

Z tarasu widokowego na szczyt wchodzimy korzystając ze ścieżki składającej się właściwie z samych schodów. Po osiągnięciu szczytu możemy odpocząć - znajdujemy się na wysokości 2132 metrów n.p.m. Widać stąd jak na dłoni budynki stanowiące infrastrukturę turystyczną Pilatusa - dwie restauracje, taras widokowy i hotel o nazwie "Pilatus-Kulm". Nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zimny wiatr przegania chmury i tuż pod naszymi stopami rozpościera się przepaść, na dnie której widać nie tylko wody jeziora, ale także całą Lucernę.

W wolnej chwili, oddając się podziwianiu widoków można karmić wieszczki nazywane tu alpendohle (Pyrrohcorax graculus) - czarne ptaki (z żółtymi dziobami) przybywające tu stadami i korzystające z dobrego serca turystów.

Droga powrotna może być ciekawsza, jeśli zdecydujesz się pokonać ją pieszo, zamiast zjeżdżać kolejką. Ścieżka jest wąska, kamienista i bardzo wyraźna, więc nie sposób się zgubić. Należy tylko zwrócić uwagę na to, iż wszystkie szlaki turystyczne (w tym oczywiście i nasza ścieżka) są znakowane zawsze jednakowo - na czerwono. Na skrzyżowaniach i rozstajach szlaków trzeba więc wiedzieć do jakiej miejscowości podążamy. Podczas zejścia możemy z bliska oglądać obsypane malutkimi kwiatami krzewinki azalii, osobliwe wyniosłe kwiatostany goryczki żółtej oraz storczyki.

Wycieczka do Szwajcarii

Planujesz wypoczynek lub zwiedzanie Szwajcarii, poszukaj wycieczkę w naszym serwisie www.travel7.pl, napisz do nas lub wyślij e-maila, a znajdziemy dla Ciebie podróż życia.

Co jakiś czas napotykamy pasące się niewielkie stadka krów z obowiązkowymi dzwoneczkami u szyi. Nasza trasa częściowo biegnie wzdłuż toru kolejki, więc miłośnicy kolejnictwa górskiego będą mogli uwiecznić na zdjęciach szczegóły techniczne toru, a w szczególności środkową zębatą szynę, dzięki której kolejka może wspiąć się na taką stromiznę. Schodząc coraz niżej możemy niby z lotu ptaka ogarnąć taflę Jeziora Czterech Kantonów, które ma powierzchnię 113,6km2 - to jest taką jak nasze Śniardwy. Zejście ze szczytu Pilatusa do dolnej stacji kolejki zajmuje około 4 godzin. W innych, nieco wyższych partiach Alp natrafiamy na interesujące formy przetworzonego przez naturę śniegu - otóż natrafiamy na lodowce.

Wyruszając z Lucerny w kierunku Interlaken, a następnie udając się drogą nr 6 w kierunku południowym zmierzamy w kierunku przełęczy Grimselpass. Szosa wiedzie prze naprawdę piękne tereny. Po prawej, to znów po lewej stronie otwierają się przepaście lub wyrastają skalne ściany. Droga wije się jak jedwabna wstążka w rękach baletnicy. Silnik naszego samochodu wystawiany jest na ciężką próbę - w tym miejscu droga osiąga nachylenie 11%.

Im wyżej się wspinamy, tym bardziej rześkie stają się podmuchy wiatru, temperatura spada, a powietrze staje się coraz bardziej przejrzyste i orzeźwiające. Jeziora zaporowe (Raterichsboden i Grimsel) wykorzystywane tu do produkcji energii elektrycznej, są doskonałym uzupełnieniem krajobrazowych klimatów przesuwających się za szybami samochodu. Rycząc silnikiem osiągamy przełęcz Grimselpass leżącą na wysokości 2165metrów n.p.m.

Krajobraz wokół jest wspaniały - ośnieżone szczyty poprzetykane wyzierającymi tu i ówdzie skalnymi ścianami barwy czerwonej i czarnej wyraziście odcinają się od błękitnego nieba. Temu widokowi dodaje uroku nieduże jeziorko zaporowe, a atrakcję stanowi niewątpliwie zagroda ze świstakami. Świstaki najprawdziwsze, żywe! Chodzą leniwie po wybiegu, wygrzewają się w słońcu i wyglądają naprawdę słodko.


Oberaar, Szwajcaria

Z przełęczy możemy wybrać się na wycieczkę kamienistą, wąziutką drogą wiodącą do jeziora Oberaar leżącego na wysokości 2303 metrów. Należy tylko wziąć pod uwagę, że ruch odbywa się wahadłowo, a nachylenie drogi sięga 21%! Nasza znajoma pokręcona droga zabiera nas w dolinę - w kierunku miejscowości Gletsch leżącej 400 metrów poniżej przełęczy.

Stąd znów ostro w górę. I oczywiście znowu pod dostatkiem zakrętów do pokonania. Zdecydowanie najszybsi na trasie są motocykliści. Kładą się na zakrętach, kolanami szorując niemal po nawierzchni i dodając gazu znikają za najbliższą "agrafką". Nie brakuje również objuczonych ekwipunkiem rowerzystów, którzy w pocie czoła pracowicie mielą pedałami, walcząc ciężko o każdy metr w górę.

Po dotarciu w okolice hotelu Belvedere pozostawiamy samochód na obszernym (bezpłatnym) parkingu i udajemy się do stojącego opodal budynku. Tu znowu powtarza się historia z poprzedniej przełęczy: hotelik, sklep, WC oraz dodatkowo kasa biletowa - tu kup bilet uprawniający do zwiedzania lodowej groty.

Po krótkim spacerze natrafiamy na drewnianą kładeczkę prowadzącą do tajemniczego wnętrza wielkiej masy lodu zwanej lodowcem Rhone. Każdy wchodzący otrzymuje automatycznie chrzest w postaci strugi wody cieknącej ze szczeliny w suficie. Osobom nieuważnym woda wlewa się także za kołnierz, powodując niewielkie zamieszanie i piski u wylotu groty.

Światło przenikające w skąpych ilościach do wnętrza jest barwy od jasnobłękitnej do granatowej, co tworzy atmosferę grozy i niesamowitości. Tu i ówdzie w wykutych lodowych niszach chłodzą się beczki pełne wina.

Na końcu odnajdujemy niewielką komnatę, w której możemy się sfotografować z białym misiem (za misia jest przebrany facet słusznego wzrostu) lub też podtrzymać turystyczną tradycję i pogłębić odbicia dłoni znajdujące się w kilkunastu miejscach na ścianach. Trzymając ręce na lodzie ma się wrażenie, że zaraz z zimna odpadną. Ślady pogłębiły się o niezauważalną część milimetra - czyli wcale.

Podróż do lodowca możemy zakończyć spacerem po jego powierzchni - niestety tylko pod okiem przewodnika i mając założone raki. Sam lodowiec wygląda z wierzchu dość nieciekawie - dużo porozrzucanego rumoszu skalnego i groźnie wyglądających szczelin.  Z tarasu widokowego, na którym ustawiono lunetę możemy podziwiać piękną panoramę alpejskich szczytów, a przy szczególnie dobrej pogodzie widoczny jest nawet słynny Matterhorn. Skoro tak chłodno nas tu przyjęli, opuszczamy już gościnne progi lodowca Rhone.


Furkapass, Szwajcaria

Droga nasza wspina się nadal do zawrotów głowy. Na wysokości 2436 metrów osiągamy przełęcz Furkapass. Tu można zatrzymać się na piknik, choć mimo świecącego słońca i pełni lata jest dość chłodno. Zjeżdżamy zatem z przełęczy w kierunku Andermatt oraz ziejącego grozą Teufelsbrücke - Diabelskiego Mostu, pod którym z hukiem wodospadu przepływa rzeka Reuss.

Aby zobaczyć szczyty nie mniej słynne od Matterhornu, udajemy się w kierunku zachodnim - i przez Interlaken wąską, leśną drogą docieramy do miasteczka Grindelwald. Znajdujemy się prawie u stóp mitycznej góry Eiger - której północna ściana należy do najtrudniejszych ścian na świecie. Po wykupieniu biletu (45CHF w obie strony) wsiadamy do 4 osobowej gondoli i ruszamy. Podróż napowietrzna trwa około 35 minut.

Docieramy na przełęcz Männlichen, skąd roztacza się piękna panorama nie tylko na Eiger oraz Jungfrau, ale także na Grindelwald oraz Wengen - miasteczko leżące w najgłębszej nawisowej dolinie świata o wdzięcznej nazwie Lauterbrunnen. Z przełęczy, na którą właśnie wyjechaliśmy ruszamy na 10- minutową wycieczkę na pobliski szczyt - Männlichen-Gipfel osiągający 2343 metry n.p.m.

Rześkie podmuchy wiatru chłodzą nasze policzki rozgrzane ciężkim podejściem. Niestety, chmury zalegające wokół alpejskich grani zazdrośnie kryją Jungfrau przed wzrokiem ciekawskich zarówno na przełęczy jak i na szczycie Männlichen. Za to jak na dłoni widać stąd inne pobliskie szczyty: Wetterhorn, Eiger oraz śliczny Grosses Silberhorn. Dopiero podczas powrotu kolejką chmury nieco się rozchodzą i naszym oczom ukazuje się Jungfrau - lokalny czterotysięcznik o urodzie ustępującej niższemu Eigerowi.

Wśród szwajcarskich rzek odnajdujemy istną perłę - rzekę Verzasca. Ta wstążka wije się na dnie głębokiej doliny o tej samej nazwie. W miejscowości Ticino rozlewa się nieco szerzej obmywając bajecznie powywracane głazy, którym potężna siła kazała ongiś stoczyć się prosto w nurt rzeki. Dziś miejsce dawnej katastrofy stanowi dogodną plażę kamienną obleganą przez licznych turystów, a także całe zespoły płetwonurków.

Kąpiel w rzece jest możliwa, ale ze względu na temperaturę wody nie może być zbyt długa. Kilka kilometrów dalej rzeka wpada do jeziora zaporowego Vogorno. To duże jezioro powstało na skutek spiętrzenia wód rzecznych tamą Verzasca - tą, z której w filmie "Goldeneye" skoczył najlepszy agent świata James Bond. W ciepłej porze roku można powtórzyć jego wyczyn - specjalna ekipa dba o bezpieczeństwo śmiałka i za odpowiednią sumę (299CHF) zrzuca w przepaść. Skok ma długość 220 metrów.

W Szwajcarii warto się wybrać nad wodospad Reinbach. W pobliże możemy dojechać koleją linową (podobną w konstrukcji do kolejki na Gubałówkę), która liczy sobie już ponad 100 lat (bilet tam i powrót 7CHF). Wagonik wywozi nas w miejsce, gdzie woda lecąca z góry rozbija się z hukiem o płaską taflę rzeki. Można jednak zobaczyć wodospad także z przeciwnej strony - od góry. Zaopatrzona w liczne schodki stroma ścieżka zaprowadzi nas w miejsce, z którego jak głosi legenda dr Moriarty zepchnął słynnego Sherlocka Holmesa prosto w przepaść.

Nieszczęsny mistrz dedukcji nie miał szans na ocalenie. Tablicę upamiętniającą tą smutną historię odnaleźć możemy na kamieniu przy dolnej stacji kolejki. W samym miasteczku znajduje się z resztą muzeum Holmesa i samej uliczki Baker Street, przy której mieszkał. Rzeka wykonuje w tym miejscu jakby kilka przymiarek pokonując niewielkie progi skalne i płynąc w wąskim wąwozie nagle traci grunt i nabierając pędu spada w dół.

Fotografie pochodzą z serwisu flickr.com na licencji Creative Commons
Śródtytuły pochodzą z serwisu: TravelHoliday.pl
Portal Turystyczny TravelHoliday.pl


Wakacje last minute i tanie wakacje

Dodaj komentarz

Portal turystyczny TravelHoliday.pl sp. z o.o. nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii i wypowiedzi.
Korzystanie z Portalu Turystycznego TravelHoliday.pl i serwisu travel7.pl jest równoznaczne z akceptacją regulaminu.

Share to Facebook Share to Twitter Share to Linkedin Share to Myspace 

Reklama

Newsletter

Chcesz być informowany o nowościach na stronie?



Zabrania się kopiowania i rozpowszechniania treści zawartych w serwisie TravelHoliday.pl
TravelHoliday.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści przesłane do portalu w celu publikacji w serwisie.
Informujemy, że stosujemy pliki cookies (tzw. ciasteczka). Szczegóły dotyczące prowadzonej polityki wykorzystywania plików cookies znajdują się w naszej Polityce Prywatności.