TravelHoliday.pl

W poszukiwaniu skarbów - wycieczka do Hiszpanii przez Niemcy i Francję

Wycieczka do Niemiec i Francji

Plany mieliśmy jasno sprecyzowane. Szukamy skarbów! Najpierw Niemcy i Worms, miasto nad Renem, w którym, jak głosi legenda, zatopiony został skarb Nibelungów.

Wyruszyliśmy wczesnym rankiem z głowami pełnymi marzeń o czekających na nas klejnotach. Cóż, złośliwy los poskąpił nam bogactwa! Za to objawił wspaniałą wstęgę Renu, Most Nibelungów i wyniosłą katedrę górującą nad miastem. Pocieszywszy się deserem lodowym i czekoladą ruszyliśmy ku Francji. Po kilku godzinach dojechaliśmy do stolicy. A że osławiony przez wszystkich Paryż nie kryje w sobie już żadnej tajemnicy, bez żalu, ruszyliśmy dalej na południe.
Do Peniscola dotarliśmy czwartego dnia od wyjazdu. Zobaczyliśmy go już z daleka. Zamek Templariuszy, dawna warownia, oblewany przez morze ze wszystkich niemal stron! A że wakacje to także odpoczynek, najbliższe dni spędziliśmy leniwie rozciągnięci na gorącej plaży. W wolnych chwilach próbowaliśmy specjałów tamtejszej kuchni, czyli pieczoną na ruszcie merluzę, najróżniejsze tapas no i paellę, narodową potrawę hiszpańską.

Poszukiwań jednak nie zaniechaliśmy. Któregoś dnia, zmęczeni monotonią, postanowiliśmy pojechać nieco dalej. Nasz wybór padł na Morellę, urocze miasteczko oddalone od Costa del Azahar o niespełna 100 km. Nie zawiedliśmy się. Morella uraczyła nas jeszcze doskonalszą paellą, strzelistym, choć mocno zniszczonym zamczyskiem i, pamiętającym czasy Rzymian, akweduktem.


Morella, Hiszpania

Zachwyceni widokami i katalońską gościnnością wróciliśmy do Peniscola. W ciągu dnia z umiarem korzystaliśmy z dobrodziejstw jakie dawało nam słońce i woda. Wieczorami, błądząc po zakamarkach starego miasta, poznawaliśmy wypisaną na murach historię, a na bramach świątyń bezskutecznie wypatrywaliśmy tajemnego znaku Templariuszy. Owej wskazówki do skarbca. I mimo tego, że poszukiwania niebawem przenieśliśmy do odległej Walencji i Tortozy, ba, nawet w deltę rzeki Ebro i Pireneje, wracaliśmy ze złamanym sercem. Żadnego śladu lub choćby jego namiastki! Mapy okazywały się nieaktualne, a zagadnięci przez nas tubylcy wzruszali ramionami.

Wycieczka do Niemiec, Francji i Hiszpanii

Planujesz wypoczynek lub zwiedzanie Niemiec i Francji, chcesz zwiedzić i wypocząć w Hiszpanii, poszukaj wycieczkę w naszym serwisie www.travel7.pl, napisz do nas lub wyślij e-maila, a znajdziemy dla Ciebie podróż życia.

Nie zrażeni i tym, postanowiliśmy udać się do Carcassonne, miejsca równie tajemniczego jak i słynnego. Cite, bo tak mówi się o tej części, w której znajduje się warownia, przywitało nas przecudnym widokiem. Niestety, zachwyt nasz nie trwał długo. Perła Francji okazała się czymś w rodzaju olbrzymiego targowiska. Nic więcej, naprawdę! Niepocieszeni, żegnając mury twierdzy, pojechaliśmy wyboistą drogą ku Queribus i Peypertuse, dawnym warowniom Katarów. I tu znowu dał znać o sobie nasz pech. Czyżby przekleństwo Katarów i tu nas dosięgło? W plątaninie dróg zgubiliśmy się i wyjechaliśmy prosto na drogę do ... Perpignan. Znowu byliśmy nad morzem!


Perpignan, Francja

Camping w portowym miasteczku Le Barcares był całkiem, całkiem. Spokojny, ładnie zalesiony z miłą obsługą. Szkoda tylko, że ceny takie wysokie! Ale zauroczeni otoczeniem i bliskością tajemnicy, postanowiliśmy zostać tam trzy, cztery dni. Pogoda dopisywała, choć morze było nieco chłodniejsze niż w Hiszpanii. Nawet nie przypuszczaliśmy, że ta wychwalana przez nas pogoda będzie przyczyną niebezpiecznej przygody.

Tak jak zwykle, około szesnastej, gdy upał nieco zelżał, postanowiliśmy pojechać na plażę. Mówię pojechać, bo piesze wyjście, do morza było jakieś półtora kilometra, z pewnością skończyłoby się udarem słonecznym. Na plaży szum fal, piasek, spokój, sielanka. No i nagle zaczęło się. Przeraźliwy sygnał, jeden, drugi i następny. Co się dzieje? Dopiero unoszący się w powietrzu dym uświadomił nam niebezpieczeństwo. Kolejne wozy strażackie. Jeden, dwa śmigłowce nurkujące w pociemniałe nagle niebo. Pożar! Coraz więcej dymu i samolotów! Nie wiemy co robić, czekamy. Po godzinie, może nieco dłużej, dym unosił się już coraz jaśniejszą smugą.

Postanawiamy wrócić na camping. A to co? Korek, objazd? Okazuje się, że wjazd na camping jest niemożliwy. Ewakuacja. Omal nie wpadamy w panikę. Jesteśmy prawie nadzy, tylko w strojach kąpielowych. Żandarm radzi by przeczekać. Może za dwie trzy godziny wjazd będzie możliwy? Teraz nie, zbyt toksycznie po akcji gaśniczej. Na szczęście dalszy nasz pobyt na campingu nie został już przez nic zakłócony. Z prostej przyczyny: wyjechaliśmy stamtąd następnego dnia


Besancon, Francja

W drodze powrotnej, choć miała wieść przez Alpy, zatrzymaliśmy się w Besancon, rodzinnym mieście Victora Hugo i braci Lumier. Miasto jest ładne i znane z miłości do ... zegarów. Najważniejszy z nich, zegar astronomiczny w Cathedrale Saint Jean znajduje się niedaleko Cytadeli. Potem znowu Worms i brak jakiejkolwiek nadziei na wyłowienie skarbu. Widać Nibelungowie dobrze go strzegą! Cóż, może następnym razem będzie lepiej? Może wreszcie nasze trofea nie ograniczą się do kilku drobiazgów?

Fotografie pochodzą z serwisu flickr.com na licencji Creative Commons
Śródtytuły pochodzą z serwisu: TravelHoliday.pl
Portal Turystyczny TravelHoliday.pl


Wakacje last minute i tanie wakacje

Dodaj komentarz

Portal turystyczny TravelHoliday.pl sp. z o.o. nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii i wypowiedzi.
Korzystanie z Portalu Turystycznego TravelHoliday.pl i serwisu travel7.pl jest równoznaczne z akceptacją regulaminu.

Share to Facebook Share to Twitter Share to Linkedin Share to Myspace 

Reklama

Newsletter

Chcesz być informowany o nowościach na stronie?



Zabrania się kopiowania i rozpowszechniania treści zawartych w serwisie TravelHoliday.pl
TravelHoliday.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści przesłane do portalu w celu publikacji w serwisie.
Informujemy, że stosujemy pliki cookies (tzw. ciasteczka). Szczegóły dotyczące prowadzonej polityki wykorzystywania plików cookies znajdują się w naszej Polityce Prywatności.